6 lipca, gdy w Zdroju kręciliśmy swoją pętlę, w tym samym czasie… Rysiu Maciejewski wybrał się (dla przyjemności?) rowerem do… Częstochowy!
Przez trzy dni walczył z własnymi słabościami, sprzętem rowerowym, pogodą (brakowało tylko niedźwiedzi grizzly po drodze), a do tego wiedział, że go obgadujemy. Mimo to w niedzielę rano dotarł do Częstochowy. Jak sam mówi — wiele zobaczył, dużo doświadczył i… solidnie się opalił.
Rysiu, szacun!







