Półmaraton w Paryżu

GKB on tour czyli… wiosenny biegowy weekend w Paryżu!

Duże, międzynarodowe imprezy biegowe mają to do siebie, że udział w nich trzeba planować z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie inaczej wyglądały przygotowania do tegorocznego półmaratonu paryskiego. Myśląc o biegu w Paryżu w czerwcu 2023 roku większość z nas raczej myślała o tym w kategorii – jeszcze dużo czasu przed nami! A tu nagle okazało się, że wyjazd tuż tuż, a do ogarnięcia pozostawało masę rzeczy, w tym między innymi certyfikaty medyczne! No właśnie. Organizatorzy wymagali zaświadczenia lekarskiego, że dany delikwent mógł pobiec w tym biegu. Takie zaświadczenie, w język angielskim, trzeba było umieścić w systemie rejestracyjnym najpóźniej tydzień przed samym biegiem.

W podróż ruszyliśmy w czwartek rano jadąc na lotnisko w Poznaniu. Przelot do Warszawy, a potem kilka godzin oczekiwania na lot do Paryża. I około 19.00 byliśmy już na lotnisku Roissy-Charles de Gaulle. Pomysł wynajęcia busa i przejazd z lotniska pod sam hotel to był bardzo dobry plan. Zwłaszcza, że koszt na osobę jest porównywalny z biletem kolejowym. A do tego kierowca, którym był osiadły w Paryżu nasz rodak, serwował nam paryskie ploteczki z pierwszej ręki wraz z informacjami, co powinniśmy zobaczyć podczas krótkiego pobytu.

Ceny hoteli i w ogóle miejsc to oddzielny temat. Ciężko coś znaleźć w centrum, do tego, żeby było blisko metra, trasy biegu, dla większej zwartej grupy i za rozsądne pieniądze. I do tego na kilka miesięcy przed letnimi igrzyskami olimpijskimi.

Generalnie Paryż powitał nas pochmurną pogodą, ale nie odstraszyło nas to przed zwiedzaniem. Być w takim mieście i siedzieć w hotelu? Nie ma takiej opcji! Zaczęliśmy od pieszej wycieczki, a właściwie kilkunastominutowego spaceru, który skończył się wejściem schodami na wzgórze Montmartre, na szczycie którego znajduje się Bazylika Sacre-Coeur oraz dzielnica o tej samej nazwie, gdzie pełno jest drobnych wąskich uliczek, zaułków, kawiarni, sklepików etc. Bazylika sama w sobie jest przepiękna. Robi ogromne wrażenie z zewnątrz jak i od środka. Turystów i zwiedzających pomimo wietrznej pogody było mnóstwo. Ale wcale nam to nie przeszkadzało.

Kolejnym krokiem było szybkie teleportowanie się metrem na wyspę Île de la Cité pod katedrę Notre-Dame. Robi ona kolosalne wrażenie. Pożar, który wybuchł w 2019 roku, zrobił duże spustoszenie i widać ogrom prowadzonych prac, które mają przywrócić pierwotny charakter budowli. Spacer wokół katedry i okolicznych uliczek skończył się w klimatycznej restauracji, gdzie każdy znalazł coś dla siebie: zupa cebulowa, rybka, wołowina po burgundzku, ślimaki, żabie udka. Po takich rarytasach coraz bardziej kumamy o co chodzi w tej naszej wyprawie i przenosimy się do kolejnej kawiarni na kawę i crème brûlée.

Kolejny punkt programu to spokojny spacer do paryskiego Luwru, czyli jednego z największych muzeów na świecie. Niestety nie było czasu, aby choć na chwilę wejść do środka. Czasu mało, kolejka do wejście dłuuuuuuga, a do tego zgromadzone zbiory szacuje się na 350 tysięcy eksponatów, z których tylko część jest wystawiona…

Sobota. Dzień przed biegiem. Czas odebrać pakiety startowe i poczuć to, po co tu przyjechaliśmy. Szybki przejazd metrem na stację Château de Vincennes i spacerek w deszczu do Parc Floral de Paris Vincennes. Co raz więcej biegaczy schodzi się z różnych stron. W środku parku położny jest specjalny pawilon, gdzie usytuowane jest biuro zawodów, przed którym stoi długa kolejka uczestników. Odbiór pakietów odbył się bez większych problemów: numer startowy + koszulka. Można było zobaczyć trasę biegu i ofertę innych biegów oraz zakupić okazjonalne wyposażenie każdego z biegaczy. Ale wiadomo, ceny w euro, choć nie było aż tak źle. Wracając okazało się, że prawdziwa, długa kolejka stoi już przed parkiem. Metro to jednak dobra rzecz – szybko i bezboleśnie udaliśmy się pod… wieżę Eiffla. Pogoda nie zachęcała do wejścia na wieżę, ale zachęcała do kolejnego przystanku na kawę w kawiarni.

Niedziela to już czas biegu. Start odbywał się falami. Pierwsi zawodnicy, elita, wystartowała o 8.00. My ustawiliśmy się na godzinę 10.00. Atmosfera gęstniała z minuty na minutę, a humory dopisywały. W czasie biegu już tak wesoło to nie było.

Bieg ostatecznie ukończyło około 48 tysięcy biegaczy. Trasa bardzo przyjemna, choć pofałdowana. Kibice robili ogromną robotę, zwłaszcza gdy sił brakło, a głośny doping skutecznie mobilizował do ukończenia biegu.

Na mecie czekały medale i pamiątkowe torby biegowe. Potem już tylko spokojnym krokiem (bez podbiegów) udaliśmy się do metra i szybko dotarliśmy do hotelu.

Odświeżenie, odpoczynek i zasłużony obiad to było to, na co warto było czekać.

Wyjazd został dofinansowany przez Gminę Grodzisk Wielkopolski w ramach projektu dotyczącego Upowszechniania kultury fizycznej i sportu wśród mieszkańców Grodziska Wielkopolskiego” – Biegaj z nami 2024.

Możliwość komentowania została wyłączona.