Maraton w Los Angeles

Kolejna wyprawa biegowa zawiodła mnie za ocean. Maraton w USA od kilku lat pojawiał się w moich planach. Wreszcie przyszedł odpowiedni czas, aby ten plan zrealizować. 

Z grupą znajomych z różnych rejonów Polski 15 marca 2024 r. wyruszyliśmy w długi 15-godzinny lot na zachodnie wybrzeże USA. W Los Angeles pojawiliśmy się w nocy, by wczesnym rankiem w sobotę odebrać pakiety na Dodger Stadium, ponieważ część osób brała udział w 5 km biegu towarzyszącym. W kategorii kobiet zwyciężyła tam Patrycja Talar z naszej biegowe ekipy. W niedzielę 17 marca pojawiliśmy się na linii startu wczesnym świtem, ponieważ Lod Angeles Marathon rozpoczynał się już o 7 rano. Po przybyciu na start powitały nas światła tysięcy aut, które ustawione, by wjechać na parking, dawały wrażenie ogromnego kina samochodowego w stylu retro. Ruszyliśmy spod Dodger Stadium i trasa wiodła przez Sunset Boulevard, potem pętla przez Dowton LA, Echo Park, wzdłuż połączenia z Hollywood, potem Sunset, Santa Monica, dalej San Vincente i powrót do Century City. Oczywiście trzeba było przestawić się na oznaczenie trasy w milach, gdyż nasze 42,195 km to 26,2 mile. Na całej trasie, metr przy metrze, stały tłumy kibiców. Każdemu kilometrowi trasy towarzyszył inny rodzaj muzyki: gospel, rock, reagge, bębniarze, orkiestry, nie sposób wymienić wszystkich. Ludzie wychodzili na ulice z kawą i ciastem, wspierali biegaczy oraz siebie nawzajem w dopingu. Wszędzie też spotykaliśmy się z ogromną serdecznością i życzliwością. Mając na sobie koszulka i medal odczuwało się szacunek. Tam faktycznie sport i wysiłek są doceniane. Trasę 26,2 mili pokonało ponad 20 tysięcy biegaczy z całego świata, zwyciężył Dominic Ngeno z Kenii. Po przybyciu na metę nie sposób było odczuwać wielkiego zmęczenia, ponieważ rozpoczęło się świętowanie Dnia Patryka. Powitały nas kosze z owocami i różnymi przysmakami ulubionymi przez biegaczy. Taki zastrzyk energii przydał się, gdyż trasa, jaką pokonywaliśmy, była wymagająca. Teren był pofałdowany, z wieloma pagórkami. Organizacja biegu była na najwyższym poziomie, takiej jeszcze na tej rangi imprezach nie miałem okazji doświadczyć. Będąc na tak dalekiej wyprawie nie sposób było ograniczyć się jedynie do biegu. Przy okazji zwiedziliśmy Las Vegas, Dolinę Śmierci i wiele innych miejsc, o których wiele by mówić. Nigdy nie sądziłem, że bieganie po najbliższej grodziskiej okolicy doprowadzi mnie do Miasta Aniołów, a mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec…

Maciej Jaśkowiak

Możliwość komentowania została wyłączona.