Samotna wyprawa na Camino już od kilkunastu lat chodziła mi po głowie. Wybór drogi, wbrew pozorom, nie był taki trudny. Na pierwsze camino wybrałem Camino Francés, które jest najpopularniejszym szlakiem do Santiago do Compostela i z którego korzysta największa ilość pielgrzymów. Obfituje też w największą liczbę albergues o różnym standardzie i wyposażeniu.
Po pożegnaniu wesołej kompanii GKB z którą przybyłem na półmaraton do Segovii pod koniec marca, przemieściłem się do przepięknego León, które miało być moim punktem startowym pielgrzymki do Santiago de Compostela.
Zgodnie z planem w ciągu 13 dni miałem przemierzyć ponad 300 kilometrów trasę i w niedzielę 12 kwietnia zakończyć moją podróż. Ostatecznie pokonałem 315 kilometrów w dwa tygodnie, przemierzając dwa hiszpańskie regiony, tj. Kastylię i León oraz Galicję. Po drodze nie spotkałem żadnego pielgrzyma z Polski ale za to trafiłem na wielu fajnych i nieszablonowych ludzi z całego świata: z Niemiec, USA, Wenezueli, Wielkiej Brytanii, Austrii, Brazylii, Hiszpanii a nawet z Korei (… tej Południowej!). Z drugiej strony były momenty na szlaku podczas których przez kilka godzin nie spotkało się żadnego człowieka… To był czas na przemyślenia, refleksję ale też na pokonanie własnych słabości.
Trasa przebiegała przez górzyste i suche tereny północnej Hiszpanii i Galicji, do tego z licznymi podejściami i kamienistymi zejściami. Na trasie przechodziłem przez Astorgę, Ponferradę, Sarrię, Portomarin oraz przez takie charkterystyczne punkty jak Cruz de Ferro (Żelazny Krzyż): Najwyższy punkt szlaku, gdzie pielgrzymi zostawiają kamienie przywiezione z domu, symbolizujące zrzucenie ciężarów, O Cobrero czy też Monte do Gozo przed samym Santiago de Cmpostela.
Tak naprawdę celem Camino jest droga a nie sam cel pielgrzymki. A małe cuda potrafią zdarzać się każdego dnia. I można być co do tego bardzo sceptycznym ale wątpliwości mijają już po pierwszym etapie.…
BTW. Kto raz było na camino ten zawsze tam wraca….
/-/Piotr Bartkowiak

















