Cajaviva Media Maraton Segovia
Ech, słoneczna Hiszpania…Słoneczna była, ale zimna i wietrzna. Biegacze z GKB nie przyjechali się opalać tylko zwiedzać i biegać. I to dokładanie w tej kolejności! Kolejnym punktem na biegowej mapie Europy okazał się półmaraton w Segowii, w pięknym, pełnym zabytków mieście, 90 km od Madrytu. Miasto piękne, ale na pewno nie płaskie! No i ta wysokość – średnio ponad 1000 m n.p.m. Bieg był, delikatnie to ujmując, męczący. Pogoda też nie rozpieszczała a start o 17.30 oznaczał koniec biegu po zachodzie słońca i gwałtowny spadek temperatury, no i ten wiatr… Choć tym razem bardziej zmarzli chyba kibice niż sami biegacze😉
Sam bieg który odbył się w sobotę 28 marca, a w którym według organizatorów, wzięło udział 2500 biegaczy, rozpoczął się wystrzałem armatnim a to z tego względu ta to iż w mieście działa od ponad 250 lat Academia de Artillería de Segovia (Akademia Artylerii w Segowii) – jedna z najważniejszych i najstarszych instytucji wojskowych w Hiszpanii. Zresztą uczestnikami biegu były całe roczniki tej szkoły, które charakteryzowały się nie tylko jednolitym strojem ale każdej z grup towarzyszył proporzec na drzewcu, który był dzierżony przez poszczególnych uczestników podczas biegu. Dodatkowo grupy wzajemnie się dopingowały śpiewem lub okrzykami… i trzeb przyznać, że robiło to wrażenie!
Trasa obfitowała w liczne podbiegi i zbiegi a meta biegu znajdowała się tuż pod katedrą… która z kolei znajduje się na najwyższym wzniesieniu w mieście, co automatycznie powodowało, że kilkaset ostatnich metrów trzeba było pokonać ewidentnie pod górkę.
Jeżeli ktoś leci na drugi koniec Europy to nie tylko, żeby biegać, ale też zwiedzać – Madryt, Segowia i okolice to perełki! Urokliwy hostel w Segowii, kilometry zrobione przed i po biegu oraz w czasie włóczenia się po ulicach Madrytu i Segowii pozostawiły niezapomniane wspomnienia. Dodatkowo fakt, że byliśmy w przededniu Wielkiego Tygodnia (Semana Santa) spowodowało, że mogliśmy obserwować elementy barwnej hiszpańskiej tradycji. A takich rzeczy się po prostu nie zapomina!
Ciekawe gdzie wylądujemy kolejnym razem….












